Tytuł: Zanim się pojawiłeś
Oryginał: Me before you
Polska premiera: 10 czerwca 2016
Czas trwania: 1 godz. 50 min
Gatunek: melodramat, romans
Znacie te uczucie, kiedy chcecie iść na film do kina, ale że jest na tyle popularny i jest o nim głośno, znacie zakończenie? Niezbyt fajnie wiedzieć jak się skończy coś, gdy nie znacie nawet początku, ale niestety czasami bywa i tak. Nie ukrywam, że Zanim się pojawiłeś to film, na który wyczekiwałam, naprawdę. Aż dziw bierze, zważywszy na fakt, że na palcach mogę zliczyć ile razy w ciągu roku chodzę do kina, ale mniejsza z tym. Po licznych recenzjach spodziewałam się, że film naprawdę wzruszy, jak i rozbawi. Więc jak było naprawdę?
Zacznijmy od tego, że gdy dowiedziałam się, komu przypadną główne role, miałam ochotę skakać z radości. Emilia Clarke, moja ukochana Daenerys z Gry o Tron i Sam Claflin, czyli najsłodszy Finnick z Igrzysk Śmierci. Nie mam talentu do zapamiętywania nazwisk aktorów, ale ta dwójka to jedni z moich ulubionych, więc radość była ogromna na wiadomość, że zagrają w Zanim się pojawiłeś. Ich gra aktorska była cudowna, ahhh! ♥ Nie spodziewałam się, że połączenie tych dwóch osób wyjdzie tak wspaniale, a jednak!
Nie mogę się powstrzymać i po prostu to napiszę, soundtrack do filmu jest jednym z lepszych, jakie miałam okazję poznać. Każdy utwór jest na swój sposób magiczny, dla uszu to sama przyjemność. Gdyby porównać film do książki to... Upss, tak znowu poszłam do kina, nie przeczytawszy książki. Ale na swoją obronę mam wiadomość, że książkę już zakupiłam i leży na półce na swoją kolej.



